Strefa administratora

Ofiarny lekarz

Jan Paweł II wyznał kiedyś już jako papież: „Okres, w którym odwiedzałem swego brata Edmunda w Bielsku, wspominam jako najszczęśliwszy w życiu”.

Edmund Wojtyła z matką Emilią

Edmund Wojtyła z matką Emilią

Edmund Wojtyła z matką Emilią.

zdjęcie: Reprodukcja Henryk Przondziono /Foto Gość

2020-04-22

W Bielsku Edmund mieszkał przez niemal dwa lata (1931–1932), pracował w tamtejszym szpitalu miejskim. Był świeżo po ukończeniu studiów medycznych w Krakowie i uzyskaniu tytułu doktora wszech nauk medycznych. To tam do brata niemal co niedziela udawał się jedenasto- czy dwunastoletni Karol ze swoim ojcem (matka już nie żyła). Mogli spotykać się we trzech, ale także odbywać wspólne wyprawy po pięknych podbeskidzkich trasach. 
Z tych czasów zachowały się zdjęcia, czarno-białe, niektóre pożółkłe. Odnalazłam je w ocalałym po Edmundzie drewnianym pudełku, na którym przyklejona jest kartka z odręcznym napisem: „Pamiątki po Bracie Ojca Świętego Jana Pawła II”. 

Edmund Antoni Wojtyła, pierworodny syn Emilii i Karola, był o czternaście lat starszy od przyszłego papieża. Dzieciństwo spędził w Krowodrzy (obecnie dzielnica Krakowa), gdzie urodził się w 1906 r. i gdzie rozpoczął naukę. Ale jego dzieciństwo przypadło na niespokojne czasy: najpierw rodzice przeprowadzili się do Wadowic, gdzie ukończył drugą klasę, później, w czasie I wojny światowej, zostali ewakuowani do Hranic na Morawach, gdzie uczęszczał do trzeciej klasy, następnie znów zamieszkali w Wadowicach, gdzie mógł ukończyć szkołę powszechną. Potem przez dwa lata uczył się w niższej wojskowej szkole realnej w Enns koło Linzu w Górnej Austrii. Po odzyskaniu niepodległości przez Polskę w listopadzie 1918 roku wrócił do Wadowic, by tam w 1924 roku zdać maturę, a następnie rozpocząć studia medyczne na Uniwersytecie Jagiellońskim. 

Kiedy w 1920 r. Edmund doczekał się wreszcie brata, ogromnie się z tego cieszył. Gdy jako student spędzał wakacje czy ferie w Wadowicach, zabierał Lolka wszędzie, gdzie tylko mógł: na spacery nad Skawę, na mecze piłki nożnej, na spotkania z kolegami, nawet na brydża do sąsiadów. A kiedy Wojtyłów odwiedzała w Wadowicach rodzina z Czańca, Edmund z Lolkiem wskakiwali zawsze razem na furmankę, gdyż dla nich, mieszczuchów, była to duża atrakcja. 
Rodzina spotykała się także w Krakowie, gdzie Edmund studiował, a później właśnie w Bielsku, gdzie pracował w szpitalu jako zastępca ordynatora i gdzie słynął z tego, że swoje powołanie lekarskie traktował nad wyraz poważnie. Był podporą dla swego młodszego brata, dla ojca, a także dla narzeczonej, Jadwigi Urban, z którą planował wziąć wkrótce ślub. 

Życie Edmunda potoczyło się jednak tragicznie. Na oddziale zakaźnym zaopiekował się pacjentką chorą na nieuleczalną wtedy szkarlatynę (z obawy przed zarażeniem się opuścił ją cały personel medyczny). Doktor Edmund Wojtyła zaraził się od niej i po ciężkiej, trwającej cztery dni chorobie zmarł (4 grudnia 1932). Miał 26 lat. 

Pogrzeb Edmunda odbył się na koszt Rady Miasta Bielska, która uchwaliła specjalny fundusz pogrzebowy na ten cel. Na jego tablicy nagrobnej wyryto napis: „Poświęcił swe młode życie cierpiącej ludzkości”. Śmierć Edmunda wstrząsnęła całą rodziną. Jak przyznaje Jan Wojtyła z Czańca, postawa, jaką przyjął on wobec chorej na szkarlatynę pacjentki, miała ścisły związek z systemem wartości, który przekazali mu rodzice. W pierwszej kolejności to właśnie w domu słyszał on o etosie pracy lekarza.

Dla Jana Pawła II śmierć brata była niezwykle trudnym doświadczeniem. Wyznał po latach jako papież: „Mój brat, Edmund, zmarł u progu samodzielności zawodowej, zaraziwszy się jako młody lekarz ostrym wypadkiem szkarlatyny… Są to wydarzenia, które głęboko wyryły się w mej pamięci – śmierć brata chyba nawet głębiej niż matki”.
 
Sześćdziesiąt pięć lat po śmierci doktora Edmunda Wojtyły pojawiła się idea wyniesienia go na ołtarze. Istnieje nawet, o czym mało kto wie, modlitwa o jego beatyfikację. 
Edmund mógłby zostać wyniesiony na ołtarze, tak jak jego rodzice Emilia i Karol Wojtyłowie, jednak na innych zasadach niż oni – nie z uwagi na heroiczność cnót, tylko zgodnie z procedurą kanonizacyjną „ofiarowania życia”. Według tej procedury heroiczne ofiarowanie życia jest, obok męczeństwa i heroiczności cnót, powodem do beatyfikacji i kanonizacji.
Czy tak się stanie? Czas pokaże. 

 dr Milena Kindziuk, Uniwersytet Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie

mikrokosmos

DARMOWY DODATEK

DARMOWY DODATEK